A jednak można coś zrobić...
08-02-2006
Tylko i wyłącznie dzięki nim w tzw. pawilonie schroniska stanął piecyk. Choć trochę ogrzeje on najbardziej zmarznięte psy, które nie mogą rozgrzać się ani biegając – ponieważ przebywają w bardzo ciasnych, wąskich boksach, ani jedząc gorącą karmę – to, co dostają w miskach, nie tylko zaraz stygnie, ale bardzo szybko zamarza!
Niestety, w tym budynku, zbudowanym ponad 20 lat temu z bardzo lichego, pojedynczego pustaka, woda w miskach zmienia się w lód nawet przy kilkustopniowym mrozie na zewnątrz!
Czy wyobrażacie sobie psy – stare i młode, małe i duże, mniej lub bardziej zaniedbane – w ciasnych, ciemnych i wilgotnych boksach, wszystkie niemal nieruchome, drżące z zimna, zwinięte kłębki, z sierścią pozlepianą lodem? Osowiale, apatyczne, zamarzające. Te psy, gdy napalono w piecu i szron zaczął znikać z ich sierści, podbiegały do krat, szczekały, merdały – po prostu ożyły.
Dzięki tym samym ludziom ocieplono także część bud – styropian i wykładziny zatrzymają wiatr. W środku będzie przytulniej i na pewno cieplej.
Dziękujemy Wam – w imieniu tych najbardziej potrzebujących.
tak
